poniedziałek, 25 stycznia 2010

Głośniej i efektowniej. Marketing teatrów


Warszawa stała się polem bitwy marketingowej między… teatrami. Zwłaszcza tymi prywatnymi, które rodzą się jeden po drugim. 
Właściwie, gdyby się przyjrzeć, to sceny publiczne (prowadzone przez miasto, ministra kultury bądź samorząd wojewódzki) radzą sobie marketingowo znacznie lepiej. Sięgają po nowoczesną komunikację, choć oręż mają skromniejszą. Po pierwsze, ambitniejszy repertuar oznacza większy wysiłek, aby przyciągnąć widza. Oczywiście, do TR-u czy Nowego Teatru (powierzonego Warlikowskiemu, ale wciąż bez własnej sceny; www.nowyteatr.org) ciągną tłumy młodych ludzi, ewentualnie teatromanów w każdym przedziale wiekowym. Ale tych z zasobnym portfelem skutecznie kuszą prywatne teatry – o komercyjnych ambicjach zazwyczaj i oferujące rozrywkę. Po drugie, sponsorzy chętniej zaangażują się w projekt z założenia komercyjny, a nie realizujący „wydumane” wizje artysty. Po trzecie wreszcie, prywatny teatr (działając np. jako fundacja) pozyskując środki z zewnątrz, z łatwością wygospodaruje własną pulę pieniędzy na realizację projektu.
A jednak to publiczne teatry dokonały parę lat temu wyłomu, pewnie za sprawą charyzmatycznych liderów, wychodząc z ofertą w przestrzeń publiczną, tworząc nowoczesną („szybką”) komunikację wizualną.
Zmierzam do tego, że teatrowi (przynajmniej z definicji miejscu obcowania ze sztuką) nie obce są narzędzia marketingu i efektowna komunikacja reklamowa. Przykładem, który mnie do tego przekonał, jest powołana właśnie przez Michała Żebrowskiego scena „6. Piętro”. Gwiazdorowi kina udało się wynająć przestrzeń na szóstym piętrze Pałacu Kultury i Nauki. W mieście pojawiły się billboardy reklamujące przygotowywaną właśnie premierę. Gwiazdą „Zagraj to jeszcze raz, Sam” będzie Kuba Wojewódzki.
Żebrowski zaangażował do swojego projektu agencję reklamową, która zajęła się identyfikacją wizualną. Inną agencję zatrudniono do prowadzenia PR-u teatru (agencja Media Motropolis).
Logotyp i identyfikację przygotowała Walk The Line; jej powierzono też kreację reklam promujących teatr i jego repertuar. Pierwsza, teaserowa odsłona kampanii prezentująca logo oraz hasło "Wyższy poziom Teatru", prowadzona była już w grudniu, w outdoorze: na wiatach przystankowych, w metrze oraz na nośnikach w przestrzeni miejskiej.

Za kreację materiałów dla teatru „6. Piętro” odpowiedzialny jest australijski designer David Racchi (ubiegłoroczny laureat festiwalu reklamowego w Cannes i konkursu Epica Awards). W Cannes Złotym Lwem w kategorii design nagrodzono jego pracę ”Piglet” (Prosiaczek) à http://www.australianedge.net/2009/06/expat-david-racchi-win-cannes-lion-gold/.
To wszystko oznacza, że do projektu podszedł Żebrowski (w duecie z Korinem) profesjonalnie, jak do biznesu. Biorąc za przykład jego teatr oraz case Emiliana Kamińskiego (Teatr Kamienica), duetu Stokłosa & Józefowicz (Buffo), a przede wszystkim Krystyny Jandy (Teatr Polonia i od niedawna Och-Teatr przy ul. Grójeckiej), można zbudować pewien model – schemat działania. Potrzeba kilku elementów:
- głośne nazwisko założyciela (raz, że przyciąga widza, dwa – „otwiera” wiele drzwi, także do urzędów i potencjalnych sponsorów);

- repertuar, nawet jeśli ambitny, to skrojony na miarę przeciętnego widza (czytaj: zamożnego, szukającego rozrywki, z której obcowaniem może pochwalić się w gronie znajomych);
- gwiazdorska (efektowna / medialna) obsada. Realizację tego założenia ułatwia osoba założyciela. Gwiazda kina, która decyduje się na założenie prywatnego teatru, z reguły sama z chęcią się obsadza w pokazywanych tam spektaklach.

- komunikacja zbudowana wokół głośnych nazwisk, obecność w mediach.
Jedno z tych założeń mogłoby sugerować, że widz ma prawo czuć się oszukany. Że za efektowną otoczką, dostaje do rąk podróbkę, za którą każe mu się słono płacić. Tego oczywiście nie chcę powiedzieć; mamy wolny wybór, urodzaj różnorodności. Nie zmienia to jednak faktu, że grupa docelowa takich miejsc (zamożni) otrzymuje substytut sztuki, który z jednej strony ich bawi, z drugiej daje poczucie uczestnictwa w czymś ważnym (na efekt doniosłości również składa się kilka elementów: - udział gwiazd w spektaklu; - bilet, na których stać tylko „wybranych”; - głośne medialnie miejsce, w którym przebywamy). 

Foto
-- Stworzenie identyfikacji wizualnej powierzono agencji reklamowej. 

piątek, 22 stycznia 2010

Camper. Interaktywność nieco innaczej

Trochę przypadkowo przyszedł mi na myśl ten właśnie temat. O znaczeniu interaktywności - poprzednio wskazywanej jako przewaga internetu nad prasą drukowaną - można się przekonać sięgając po przykłady z realnego świata. Proszę bardzo: Camper. Marka obuwnicza rodem z Hiszpanii, która zdołała zwojować rynki całego świata; a liczy sobie zaledwie trzydzieści lat*, mniej zatem, niż choćby równie popularna Zara (także hiszpańska). Do rzeczy jednak.
Camper nagradzany jest i doceniany przez konsumentów za wzornictwo. Dotyczy to nie tylko samych butów, ale i wnętrza sklepów. Martim Guixe, projektant współpracujący z tym brandem, wpadł na pomysł salonów "Walk in Progress". W myśl tego wzoru, każdy ze sklepów Camper ma tymczasowy, jakby roboczy wystrój, a za wyposażenie służą podełka po butach i wiele innych przedmiotów z odzysku. Kathryn Best tak pisze o tym pomyśle (w klasycznej już książce "Design Management", wydanej zresztą niedawno po polsku przez PWN; polecam -http://ksiegarnia.pwn.pl/produkt/18853/design-management.html):
Koncepcja wzornicza "Walk in Progress" zakłada wykorzystanie rozmaitych rekwizytów, będących równocześnie częścią oferty handlowej. Na przykład zrobiona z pudełek po butach lada eksponuje równocześnie najnowsze fasony obuwia. Umieszczone na ścianach teksty i grafika zapraszają klientów, by "wyobrazili sobie lepszy świat". Wręczane im pisaki mają zachęcić do dopisywania własnych myśli, pomysłów i wiadomości.
Koncepcja Guixe'a opiera się na stworzeniu odpowiedniego klimatu i narzędzi do interakcji między marką a klientem. Pomysł ten oczywiście wielokrotnie już wykorzystano w innych miejscach - nie tylko sklepach, ale i kawiarniach, a nawet galeriach sztuki.


* Firma rodzinna liczy sobie ze sto lat, ale pierwszy sklep pod tą marką otwarty został w 1981 r.


Foto
-- W sklepie Camper można swobodnie przymierzać, przeglądać buty. Zachowanie obsługi, która nic sobie nie robi z naszej samodzielności, nie znaczy, że nas lekceważy. Pozwala nam na więcej, a przy okazji - nie biega krok w krok za klientem, łącznie z przymierzalnią (któż tego nie zaświadczył w sieciach renomowanych marek).

czwartek, 21 stycznia 2010

Płaćmy za treści w sieci!

Kolejny amerykański tytuł prasowy zmienia swoją politykę udostępniania treści w sieci. "New York Times" chce od przyszłego roku pobierać opłaty za korzystanie z zawartości serwisu www.nytimes.com. Model ten wprowadził już "Financial Times" oraz "The Wall Street Journal". Ale za prawdziwy symbol odpłatnych treści online uchodzi Rupert Murdoch; jego News Corp. wydaje m.in. "The Daily Telegraph", "The Sun" czy "The Times". Za punkt honoru Murdoch postawił sobie nie tyle wprowadzenie opłat za kontent w serwisach jego pism, co stworzenie z tego modelu pewnego globalnego standardu. Jak widać, w pewnym stopniu, już mu się udało, skoro trend rośnie w siłę. Murdoch oczywiście chce ratować prasę drukowaną; zwykła biznesowa kalkulacja - jeśli gazety tracą czytelników na rzecz sieci, to trzeba skończyć z tym, co o przewadze internetu stanowi. Czyli z b e z p ł a t n o ś c i ą.
Zastanówmy się, czy Murdoch nie ma racji. Przecież:
- autorowi tekstu opublikowanego w sieci trzeba zapłacić (honoraria autorskie, jak w prasie);
- utrzymanie serwisu kosztuje (podobnie jak druk gazet);
- zbudowanie zespołu redakcyjnego i kierowanie nim, tworzenie i realizacja koncepcji serwisu - kosztuje;
Więc dlaczego, u licha, wartościowy tekst w internecie ma być za darmo, skoro za podobną publikację w druku musimy zapłacić? Co więcej, przyglądają się sprawie bliżej, bez trudu wskażemy przewagi treści online. Jak choćby takie:
- aktualność informacji (i możliwość stałej aktualizacji wraz z przebiegiem opisywanych wydarzeń);
- kontekstowość i multimedialność (bo treści w serwisie mogą odsyłać np. do związanych z tematem archiwaliów i wzbogacać kontent o materiał wideo, nagranie dźwiękowe, zdjęcia).
Ponadto - może przede wszystkim - biorąc do rąk gazetę czy czasopismo, godzimy się z tym, że sporą jej powierzchnię zajmują reklamy. Tymczasem w internecie reklamy mogą mniej drażnić; jeśli kampania będzie mądrze zaplanowana i zrealizowana z użyciem atrakcyjnych formatów reklamowych, może być efektowna i efektywna zarazem.
Dlaczego reklama w sieci miałaby być jedynym źródłem dochodu wydawcy, skoro nie jest nim w przypadku prasy drukowanej? Niekiedy zresztą pełni tą rolę z powodzeniem (czyż nie mamy niegraniczonego wręcz dostępu do filmów wideo w serwisie YouTube?; to również znakomity przykład eksploatacji inteligentnych i różnorodnych formatów reklamy).
Wreszcie: interaktywność, czyli coś, o czym ciągle mówimy, do czego namawiają nas wydawcy online, do czego skłaniają reklamodawcy, i na czym coraz częściej upływa nam wolny czas). Bloguj, komentuj, opisuj, dziel się. Jest z tym zupełnie tak samo, jak dawniej z listami do redakcji. Tyle że teraz mamy wolną rękę. Więcej swobody i władzy.